04.02.2015

9. Juicy Jam.

         Annie ruszyła w stronę wyjścia z kuchni, zostawiając siedzących przy stole mężczyzn. Odkąd tylko w domu pojawił się Liam, nie mogła doczekać się rozmowy z Marthą. Chłopak wydawał się być w innym świecie. Prawie nie tknął kolacji, a teraz z uśmiechem opowiadał o swojej pracy, niekoniecznie go zadawalającej, dlatego też pilnie słuchający go Niall kompletnie nie rozumiał jego radości. 
- Idę do Marthy - poinformowała Annie, wychodząc na korytarz. Spodziewała się, że mąż przyjmie to do wiadomości, zbyt zajęty rozmową i jedzeniem placków, by w jakikolwiek sposób to skomentować, a ona spokojnie wyjdzie, lecz Niall zerwał się z krzesła zaraz po usłyszeniu jej słów.
- No chyba żartujesz. O tej porze? - zapytał, pojawiając się obok niej.
- Niall, nie ma jeszcze nawet ósmej - odparła, zakładając na stopy białe adidasy na niskim koturnie.
- Ale robi się ciemno, a jak się zagadasz, to wrócisz koło dziesiątej.
- Niall - powiedziała błagalnie, na co jej mąż westchnął.
- Zawiozę cię, marudo - postanowił, sięgając po swoje buty. - I masz do mnie zadzwonić, żebym po ciebie przyjechał. - Nie był zadowolony z tak późnego wychodzenia Annie z domu, ale po dzisiejszym dniu nie miał sumienia sprawiać jej kolejnej przykrości. Poza tym wiedział, że Marthy zapewne potrzebowała się wygadać i nie chciał odbierać jej tej możliwości.

       Szatynka, stojąc na schodkach, pomachała do siedzącego w samochodzie Nialla i zapukała w drewniane drzwi. Chwilę trwało, zanim otworzyła jej Dorothy, którą synowa najwyraźniej oderwała od jakiegoś ważnego zajęcia.
- Dzień dobry, mamo. Jest może Marthy?
- Cześć, Annie, tak, jest w pokoju - odparła, kierując się do kuchni. - Przepraszam, ale ryba mi się pali.
      Annie zrzuciła z nóg buty, nawet nie rozwiązując sznurówek. Jak na kobietę w ciąży, bardzo energicznie pokonała schody i bez pukania wpadła do doskonale znanego jej pokoju.
- Cześć! - zawołała z szerokim uśmiechem, siadając na łóżku obok Marthy, która właśnie sprawdzała coś w komórce.
- Annie? - zdziwiła się, odkładając telefon.
- Nie, Taylor Swift - odparła, na co blondynka wywróciła oczami.
- Gdybym była dzisiaj wredna, zarzuciłabym ci całodobową kontrolę.
- A nie jesteś dzisiaj wredna? Jaką kontrolę? - zapytała z zaciekawieniem.
- Nie zgrywaj niewiniątka, Liam wypaplał, że go na mnie nasłałaś. - Mimo usilnych starań nie była w stanie zwalczyć cisnącego się na usta uśmiechu.
- Biorąc pod uwagę obecny wyraz twojej twarzy i minę Liama, kiedy od ciebie wrócił... rzeczywiście, popełniłam zbrodnię roku - zironizowała.
- Nie licz, że w sądzie wezmą twój błogosławiony stan za okoliczności łagodzące.
- Stylowe wdzianko – zmieniła temat, zwracając uwagę o za dużą o kilka rozmiarów szarą bluzę, którą miała na sobie jej rozmówczyni.
       Dziewczyna zerknęła na dół, by zobaczyć, co ma na sobie.
- Ostatni krzyk mody, nie wiedziałaś?
- Mówisz? - Podejrzliwie uniosła do góry brwi. - W sumie możliwe, jestem pewna, że rano taką samą miał na sobie Liam. Tyle, że wrócił bez niej - dodała, wbijając wzrok w przeciwległą ścianę, udając, że pogrążyła się we własnych myślach. - Ciekawe co się z nią stało.
- A widzisz, bo Liam jest na bieżąco z najnowszymi trendami. Jest też uroczym naiwniaczkiem, więc pewnie ją oddał jakiejś zmarzniętej osóbce.
       Kąciki ust Annie uniosły się do góry jeszcze bardziej. Była dość zaskoczona ostatnim zdaniem blondynki. Zawsze to ona musiała wyciskać z niej wszelkie informacje, a dziś Martha sprawiała wrażenie wyjątkowo chętnej do zwierzeń.
- Swoją drogą, widzę, że uroczy naiwniaczek poprawił ci humor. Nawet bardzo.
      Marthy jedynie wzruszyła ramionami.
- Lepiej powiedz, jak się miewa mały Horanek - zmieniła temat, znacząco patrząc na wypukły brzuch szatynki.
- Mały Horanek ma się wspaniale. Lepiej powiedz, jak się miewa Liam. Mieszka z nami, a i tak więcej czasu spędza z tobą.
- Przesadzasz. Poza tym nie powtórzę, kto go do mnie wysłał. Powinnam ci złoić skórę, jak mogłaś skazać go na pocieszanie twojej zaryczanej szwagierki? Nie wspominając już nawet o tym, jak ja wyglądałam.
       Annie delikatnie się uśmiechnęła widząc, jak jej przyjaciółka próbuje poskromić swoją radość, co kompletnie jej nie wychodziło. Dawno nie widziała jej tak szczęśliwej.
- Wiesz, ja nie mam pojęcia, co takiego ma w sobie Liam, ale moje pocieszanie z pewnością nie przyniosłoby takich efektów jak jego, a ktoś ci pomóc musiał. Gdyby nie fakt, że masz narzeczonego, miałabym pewne podejrzenia, ale w tej sytuacji... - Bezradnie wzruszyła ramionami i znacząco spojrzała na Marthę.
      Na jego wspomnienie kąciki ust Marthy opadły w mgnieniu oka. Westchnęła głośno, opierając się o ścianę. 
- Zadzwonił dziś - mruknęła, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
- O rany! - Uśmiech znikł również z twarzy Annie. - I jak?
- Nie odebrałam - przyznała cicho, nadal unikając wzroku przyjaciółki.
       Annie ze zmieszaniem wpatrywała się w dywan, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Powiesz mi dlaczego? - zapytała, nie będąc pewna czy powinna to robić. Martha często mijała się z prawdą, lub zmieniała temat, jeśli nie chciała o czymś mówić, dlatego w rozmowach, szatynka już dawno nauczyła się dawać jej wolną wolę. Dzięki temu czasem nie wiedziała, co gnębi jej przyjaciółkę, lecz jeśli już Martha jej się zwierzała, miała pewność, że słyszy prawdę.
- Cały dzień spędziłam z Liamem - wyjaśniła krótko. - Wiem, miałam mu powiedzieć - dodała szeptem, a wspomnienie porannej kłótni z bratem uderzyło w nią gorącą falą.
- Okay, rozumiem, a teraz mam dobrą wiadomość - odparła, chcąc jakoś ją pocieszyć. - Udało mi się przekonać Nialla, by się nie wtrącał. Ciężko było, ale nic Liamowi nie powie i nie będzie też naciskał na ciebie.
        Zapadła chwila ciszy.
- Nie powinnam go okłamywać.
- Cóż... w końcu i tak się dowie, ale nie będę ci mówić co powinnaś, a czego nie, bo sama nie mam pojęcia co bym w takiej sytuacji zrobiła.
- To jest żadna sytuacja, Annie. Moje głupie zatajanie prawdy doprowadziło tylko do tego, że pokłóciłam się z bratem, a Ivo chyba zapomniał, że istnieję, bo w odpowiedzi na moje setki telefonów wykonał dokładnie jeden.
- Tak, ale zataiłaś tę prawdę z jakiegoś powodu. Mam rozumieć, że zamierzasz mu powiedzieć? - zapytała, przeszywając blondynkę spojrzeniem.
- Może porozmawiamy o czymś przyjemniejszym, co?
        Annie jednak nie była do tego skłonna. Sprawa była zbyt poważna, by zostawiać Marthę samej sobie.
- Nie obraź się, Marthy, pytam tylko, by się upewnić - zaczęła niepewnie. - Jesteś pewna, że chcesz wyjść za Ivo?
- Gdybym nie była, nie przyjęłabym zaręczyn - odparła natychmiast.
- Tak, ale wtedy nie było Liama. Nigdy ci tego nie mówiłam, ale... - zamilkła na moment, nadal nie będąc pewna, czy powinna to mówić. - Strasznie się zmieniłaś po jego wyjeździe, zamknęłaś się w sobie, nie chciałaś nigdzie wychodzić, musieliśmy cię z Niallem wręcz zmuszać, żebyś gdzieś z nami poszła i nie wiem ile godzin spędziłam na namawianiu cię, zanim wreszcie zgodziłaś się iść na kolację z Ivem. Przepraszam, ale wasz związek też jest nieco dziwny, bez obrazy. Ivo cały czas siedzi w pracy, albo nad papierami, a tobie zdaje się to wcale nie przeszkadzać. Myślałam jednak, że może tak musi być, może już nigdy nie zaufasz w stu procentach żadnemu facetowi, a tu bach, wrócił Liam i nagle mam wrażenie, że wróciła moja piętnastoletnia przyjaciółka. Po raz pierwszy od sześciu lat widzę, że jesteś szczęśliwa i nie mam w związku z tym żadnych wątpliwości. Może masz rację, może ja sobie coś uroiłam, ale się martwię i... nie chciałabym, żebyś spędziła resztę życia z kimś, kogo nie kochasz. Wiem, że pewnie nie chcesz o tym mówić, ale proszę cię, naprawdę, zastanów się nad tym.
       Blondynka zakryła dłońmi twarz, próbując powstrzymać cisnące się do jej oczu łzy. Annie widząc to, przytuliła ją, nie wiedząc co robić. Mimo wszystko nie żałowała swoich słów.
- Ale ja go kocham, Annie.
        Szatynka nie wiedziała kogo dotyczyło ostatnie zdanie jej przyjaciółki i odnosiła dziwne wrażenie, że sama Martha też tego nie wiedziała. Nie zamierzała jednak dopytywać.

        Annie podała blondynce kubek z gorącą herbatą i usadowiła się wygodnie na swoim poprzednim miejscu. Teraz, gdy Martha się uspokoiła, nie wiedziała czy powinna wznowić rozmowę, czy może zacząć mówić kompletnie o czymś innym. Była jednak zbyt ciekawa co dzieje się między Marthą, a Liamem, by po prostu dać sobie spokój. Upiła łyk napoju i wreszcie się odezwała, mając nadzieję, że w którymś momencie blondynka się wygada.
- Okay, to jak się udał dzień z Liamem?
       Na dźwięk jego imienia, na zapłakaną twarz Marthy powrócił delikatny uśmiech.
- Byliśmy na spacerze, stąd ta bluza.
- Pewnie przegadaliście kilka godzin? - zapytała, również się uśmiechając.
- Tak. Byliśmy też u niego w domu, choć ledwo go widać pod kurzem i pajęczynami.
- I jak wrażenia? Jejku, nie mogę się doczekać, aż go odremontuje... - zaczęła z ekscytacją w głosie. - Choć wtedy pewnie wróci do L.A - dodała ze smutkiem, zagryzając wargę.
- Pewnie tak. Chociaż... - zaczęła, lecz zaraz ugryzła się w język, zaciskając mocno usta. - Obiecałam, że pomogę mu umeblować dom - powiedziała szybko, by odwrócić uwagę szwagierki.
- Wow, nie wiedziałam, że znasz się na takich rzeczach...
- Chyba się z tym trochę wygłupiłam - przyznała, a na jej twarzy pojawił się zabawny grymas.
- Tak? - zapytała, oczekując dokładniejszych wyjaśnień.
- Mój zmysł dekoratorski kończy się, gdy wchodzę do sklepu. Dobrze wiesz, jak bardzo zdecydowana jestem.
- Tak, to prawda. W takim razie czemu mu to zaproponowałaś? - Annie drążyła temat.
- Jakoś tak samo wyszło.
- Jasne - mruknęła tylko, znaczącym uśmiechem, dając jej do zrozumienia, że ma własne podejrzenia. 
- Annie! - wrzasnęła nagle, śmiejąc się. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki Liam jest zboczony! On się w ogóle w tej kwestii nie zmienił! Biedak, młodość w naszym towarzystwie odcisnęła na nim piętno.
- Czekam na szczegóły! - odkrzyknęła z radością Annie, wbijając zaciekawione spojrzenie w przyjaciółkę.
- Musisz go kiedyś zaprosić na lody, zobaczysz.
- Ja mam męża - odparła z powagą.
- A ja narzeczonego, co jakoś nie wyklucza lodów z przyjacielem! - zaoponowała Martha. - Znaczy wiesz, lodów na gałce - poprawiła się szybko. - Albo włoskich, mogą też być kręcone, jak kto woli.
       Annie wybuchła głośnym śmiechem, rozbawiona tłumaczeniami dziewczyny. Zajęło jej chwilę, zanim wreszcie zdołała przemówić.
- Po pierwsze, ze mną Liam nie jest taki chętny do wyjścia, po drugie, bądźmy szczerzy, do mnie by z żadnym takim tekstem nie wyjechał, po trzecie, ani ja, ani Niall, nie zauważyliśmy, żeby był zboczony, więc słucham, co on ci powiedział? - zapytała. - Albo zrobił?
- Daj spokój, bo i tak tego dobrze nie przytoczę. Poza tym na pewno z wami chętnie gdzieś wyjdzie - zaperzyła się, lecz po chwili zamyślenia zmieniła zdanie. - Chociaż w sumie masz trochę racji. Wątpię, by zaczął gadać o wkładaniu torebek do herbaty przy waszej ''poważnej rodzince'' - powiedziała, rysując w powietrzu cudzysłów i zanosząc się głośnym śmiechem.
- SŁUCHAM?! - zawołała zaskoczona Annie, próbując przybrać poważną minę, co jednak wcale jej się nie udawało.
- Proszę, nie zmuszaj mnie do rozmowy na temat twoich spraw łóżkowych.
- Liam rozmawiał z tobą na temat naszych spraw łóżkowych? - zapytała z oburzeniem, po czym odwróciła wzrok od Marthy, jakby nagle coś zrozumiała. - Nie mów, że on nas słyszał w nocy - dopowiedziała z lekkim przerażeniem w głosie, ponownie patrząc na blondynkę.
- Robiliście to z Liamem za ścianą?!
- Nie, ja tylko z Niallem! O co ty mnie podejrzewasz?! - odparła, zanim do końca zrozumiała pytanie.
- Wolę nie pytać, o czym ty pomyślałaś! - zawołała Martha, lecz nie mogła przestać się śmiać. W końcu złapała leżącą na łóżku poduszeczkę w kształcie wałka i uderzyła nią delikatnie głowę przyjaciółki. - Czy wy wszyscy poszaleliście ostatnio?!
- Wszyscy, czyli kto? Okay, zrozumiałam. No co? Liam się u nas zatrzymał prawdopodobnie na kilka tygodni, nie wytrzymalibyśmy... - zaczęła, ale Marthy jej przerwała.
- Jest u was drugi dzień! Wy jesteście uzależnieni.
- Wcale nie! Po prostu dobrze nam się układa w małżeństwie. Ale nas nie słyszał? - dopytała, chcąc się upewnić.
-  Nie wiem, nie pytałam - odparła zrezygnowana.
- Okay, to o co ci chodziło z moimi sprawami łóżkowymi? Ja cię czasem kompletnie nie rozumiem.
- Nieważne - ucięła blondynka, po czym zamknęła sobie usta ciepłą herbatą. - Nie minął nawet tydzień, odkąd Liam przyjechał do Claydon, a gdyby nie twój brzuszek, pomyślałabym, że te sześć lat w ogóle się nie wydarzyło. Liam jakimś cudem znalazł nawet swój kubek u nas w szafce. Poczułam się, jakbyśmy znów byli dzieciakami.
      Annie przez chwilę piła herbatę, wspominając jak świetną kiedyś byli paczką. Była z Niallem naprawdę szczęśliwa, cieszyła się z rozwijającego w jej łonie dziecka, ale nie potrafiła nie tęsknić za czasami, kiedy byli beztroskimi nastolatkami i spędzali z sobą całe dnie.
- Wiesz co? Nie mogę się pogodzić z tym, co zrobiła Luisa... zniszczyła życie nie tylko Liamowi... nam trochę też. Gdyby nie ona, wszystko wyglądałoby teraz inaczej.
- Nigdy nie zrozumiem jej zachowania.
- Ja też. On musiał być cholernie nieszczęśliwy, jeśli naprawdę nie znalazł sobie tam żadnych przyjaciół, a z tego co mówił, kolegów tam ma, owszem, ale nie przyjaciół... pisał do nas te listy, załamywał się coraz bardziej, a ona po prostu na to patrzyła. Nigdy jej zresztą nie lubiłam. Wyszminkowana pipidówa - mruknęła ze złością.
- Jakoś trudno mi w to wszystko uwierzyć - przyznała szczerze. - Wiesz, Liam to jednak towarzyski chłopak. Tymczasem minęło tyle lat, a on nawet nie ma o czym nam opowiadać.
- Myślał, że zawiedliśmy jego zaufanie, może bał się, że znowu się rozczaruje?
- Może...

       Ivo leżał na hotelowym łóżku, oglądając w wiszącym na ścianie plazmowym telewizorze wiadomości sportowe. Nie potrafił jednak skupić się na przekazywanych przez prezentera telewizyjnego informacjach. Ze złością sięgnął po pilota i wyłączył odbiornik. Obrócił się na brzuch, wtulając w poduszkę i chwycił leżący na szafce nocnej telefon. Lewie zdążył odrzucić go na materac, a komórka zaczęła dzwonić. Ponownie po nią sięgnął i chwilę wpatrywał się w przypisane do kontaktu, zdjęcie. Zastanawiał się czy powinien odebrać, czy może ją zignorować. Następnego dnia mógłby jej powiedzieć, że już spał i wypomnieć, że przecież dzwonił wcześniej. Wiedział jednak, że mogliby tak bawić się w kotka i myszkę przez kilka dni. Poza tym miał dość życia w ciągłym niepokoju, więc w końcu wcisnął zieloną słuchawkę.
- Słucham.
- Cześć, Ivo - odparła niepewnie Martha, po czym zapadła między nimi cisza. Uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia od czego zacząć ich rozmowę. Zbyt mocno przejmowała się jego milczeniem, by poukładać sobie w głowie jakiekolwiek sensowne wytłumaczenie.
- Masz mi coś ciekawego do opowiedzenia? - zaczął z wyrzutem w głosie, prowokując do tego, by się odezwała. Jego zdaniem im mniej czasu miała na zastanowienie, tym większe on miał szanse na usłyszenie prawdy.
- Do Claydon wrócił mój przyjaciel z dzieciństwa, którego nie widziałam od sześciu lat. O to jesteś taki wściekły, że nie odbierasz moich telefonów? - odparła spokojnie, aczkolwiek w jej głosie dało się usłyszeć złość.
- Zanim wyjechałem, rozmawiałem z Annie - odparł, usiłując ukryć zdenerwowanie. - Jestem przekonany, że powtórzyła ci wszystko, co jej powiedziałem, kiedy tylko do nich przyszłaś.
- Owszem - potwierdziła.
- Więc nie uważasz, że powinnaś mi od razu wszystko wyjaśnić? Skoro wiedziałaś, że jestem przez to zły? - zapytał z wyrzutem. - Zadzwoniłaś dopiero wieczorem.
- Miałam słuchać twoich wymówek w towarzystwie Annie i Nialla?
- Mogłaś od nich wyjść.
- Ivo... Liam był moim najlepszym przyjacielem, nie widziałam go od lat, czy to naprawdę takie dziwne, że chcę spędzić z nim trochę czasu? Ja ci nic nie mówiłam, kiedy spotykałeś się z Niną, a jest twoją byłą, więc nie rozumiem o co ci chodzi.
- Niall i Annie też nie widzieli go masę czasu, a z nimi nie widziałem go ani razu - powiedział, zaciskając ze złości zęby.
- Pod ich domem nie stałeś, może to dlatego - skwitowała.
         Ivo ciężko westchnął, starając się uspokoić. Sam nie wiedział, jak Martha zdołała zamknąć mu usta. Przez cały dzień rozmyślał nad przebiegiem ich rozmowy, lecz żaden z wymyślonych przez niego scenariuszy, nie zgadzał się z tym, co działo się teraz.
- Zdjęłaś pierścionek - wyszeptał cicho. Odpowiedziała mu głucha cisza. Był już pewien, że nie był to wymysł jego umysłu. Naprawdę to zrobiła.
- O czym ty mówisz? - zapytała, udając zaskoczoną. W rzeczywistości jej serce zaczęło bić jak szalone, a oddech znacznie przyspieszył. W jej głowie natychmiast pojawił się natłok myśli spowodowany zastanawianiem się, jak blondyn mógł się o tym dowiedzieć. Niall mu powiedział? Annie? To raczej niemożliwe. Może jakiś przechodzień? Ale kto u diabła miałby przypatrywać się jej dłoni?
- Widziałem was, gdy jechałem do Londynu. Przytulałaś go i bynajmniej nie miałaś na palcu pierścionka! - krzyknął, nawet nie starając się zapanować nad nerwami.
- Ivo, nie wiem co ci się uroiło, nie zdjęłam pierścionka - odparła. Była przekonana, że to niemożliwe, by zauważył na jej dłoni brak złotego krążka. Nie, kiedy jechał samochodem.
- Oczywiście - skwitował krótko i rozłączył się, nie chcąc dalej kontynuować tej bezsensownej dyskusji.
- Ivo? - powiedziała niepewnie Martha, lecz odpowiedział jej tylko sygnał przerwanego połączenia. Westchnęła i odłożyła telefon na szafkę nocną. Nawet nie próbowała dzwonić ponownie, wiedziała, że nie odbierze.

          Niall wiercił się na łóżku, co chwila odkrywając z siebie kołdrę, by dwie minuty później ponownie się nią szczelnie okręcić. Próbował znaleźć jakąś wygodną pozycję, dzięki której wreszcie by zasnął, lecz zmartwienia nie dawały mu spokoju. W końcu zrezygnowany głośno westchnął, położył się na plecach i otworzył oczy, żegnając się z nadzieją na sen.
- Niall, co jest? - zapytała szatynka, odwracając się w jego stronę. Tej nocy, wyjątkowo nie spała wtulona w ciało męża. Odsunęła się od niego, kiedy po raz setny w ciągu pięciu minut, poprawiał swoje ułożenie. Nie miała szans, by zasnąć przy nim, lecz nawet leżenie tuż przy bocznej krawędzi materaca nie pomagało, kiedy tak się kręcił. Nigdy nie miał problemów ze snem, wręcz przeciwnie, więc ta sytuacja mocno ją niepokoiła, przez co sama od dobrej godziny leżała ze wzrokiem utkwionym w pomarańczowej ścianie.
- Obudziłem cię? - wyszeptał z poczuciem winy, przerzucając spojrzenie z sufitu na nią.
- Nie, nie mogę zasnąć, kiedy tak się kręcisz - wyjaśniła.
- Przepraszam
- Wiesz dobrze, że przesypiam całe przedpołudnie, więc mi to nic nie szkodzi, ale ty rano idziesz do pracy. Niall, co się dzieje? - zapytała z troską, zaplatając dłonie na jego torsie i kładąc na nich brodę, dzięki czemu miała doskonały widok na jego twarz.
- Nic, martwię się po prostu. - Nie powiedział nic więcej, wiedział, że i bez tego Annie wiedziała o czym mówił. Sięgnął ręką po kołdrę i przykrył nią plecy szatynki, po czym mocno ją objął.
- Martha mu chyba powie. Powiedziałam jej, że my nie będziemy się wtrącać, ale sama doszła do wniosku, że powinna to zrobić - powiedziała, wpatrując się prosto w niebieskie oczy męża.
- Wcale nie byłbym pewien tego, że zamierza mu powiedzieć, ale mi nawet nie o to chodzi, Annie. Myślałem o naszej rozmowie na tej ulicy i... gdyby nie ta wyprowadzka... .
wystarczyłoby, że matka Liama nie blokowałaby naszej korespondencji i jestem pewien, Martha nawet nie spojrzałaby na Iva. Pewnie by czekała na Liama, nawet jeśli napisałby, że ma tam kogoś, a skoro przez cały ten okres był sam... - zamilkł na chwilę, mając wątpliwości, czy żona rozumie jego poplątaną wypowiedź. - Annie, oni nadal coś do siebie czują, a po twoich słowach uważam, że Martha powinna odwołać ślub. Nie mówię, by rozstawała się z Ivem, ale powinna go chociaż przełożyć, skoro nie jest tego pewna. Przecież zwykłe spotkanie z Liamem potrafi uszczęśliwić ją bardziej niż cieszyły ją zaręczyny z Ivem. - Westchnął. - Ale najgorsze jest to, że Martha pójdzie do tego ślubu, nawet jeśli nie będzie go chciała. Znam moją siostrę. Pewnie nie będzie chciała robić zamieszania, albo będzie bała się ponownego odjazdu Liama i wyjdzie za Iva, bo uzna to za wybranie mniejszego bólu.
        Annie przysunęła się do niego jeszcze bardziej, zastanawiając, co odpowiedzieć.
- Nie sądzisz, że Liam by o nią walczył?
- Nie, sądzę, że spakowałby manatki i wrócił do L.A. wierząc, że to dla jej dobra. On nie zniszczy związku Marthy, bo będzie uważał, że jest z Ivem szczęśliwa, a jej szczęście jest dla niego najważniejsze. Zawsze tak było. Zawsze jej bronił, zawsze na wszystko jej pozwalał i chronił ją z całych sił, przecież sama wiesz, jak było. Boże, Annie, ja już nie wiem, czy ja mam się cieszyć, że on wrócił, czy go za to przeklinać - wydusił z siebie i ciężko westchnął.
- Jeszcze jesteśmy my, nie damy im sobie zmarnować życia - odparła, chcąc go uspokoić.
- Masz racje, Annie. Jest duża szansa, że zaczniesz rodzić na ślubie, ale w takim razie musisz poczekać z wyjazdem do szpitala, okay? Niech ci wody odejdą w trakcie przysięgi. Uciekniemy z kościoła, w końcu jestem ojcem, zrozumieją mnie, zabiorę ze sobą obrączki i po weselu.
       Szatynka wpatrywała się w niego srogim wzrokiem, ale pchający się na jej usta uśmiech zdradzał jej rozbawienie.
- Słyszysz, mały? - Niall utkwił spojrzenie w brzuchu żony i delikatnie go pogłaskał. - Jak ciocia Martha będzie miała powiedzieć "tak" to czas przyjść na świat - wytłumaczył konspiracyjnym tonem. – A jak mnie posłuchasz, to kupię ci koszulkę z Neymarem.
- Ej, mały, masz głupiego tatę, wiesz? - Annie podobnie jak jej małżonek, utkwiła wzrok w brzuchu, kładąc rękę na dłoni blondyna.
- Ha! Sama przyznałaś, że to chłopczyk! - zawołał uradowany Niall.
- Nie krzycz, obudzisz Liama - wyszeptała, tłumiąc śmiech.
- Wczoraj się nie obudził, więc dzisiaj tym bardziej nie powinien - odparł, znacząco poruszając brwiami.
- Chodź już spać, głupku. - Annie położyła się na jego ramieniu, mocno w niego wtulając. Przymknęła zmęczone oczy, mając nadzieję, że wreszcie uda im się zasnąć.
- Dobrze, pani mądralińska - odparł, okrywając ich kołdrą. Z zadowoleniem stwierdził, że wreszcie zaczął odczuwać znużenie. Nie zmieniało to jednak faktu, że zasypiał rozmyślając o przyszłości swojej siostry. Mimo wszystko miał nadzieję, że wraz z Annie są w błędzie, ślub Marthy dojdzie do skutku, a uczucie między nią, a Liamem, jest tylko urojeniem Nialla.

         Piątkowego popołudnia, blondyn pośpiesznie kroczył w stronę domu przyjaciółki, nie mogąc przestać się uśmiechać. Tym razem nie chodziło nawet o to, że miał zobaczyć się z Marthą. Dziś czekało go spotkanie z całą dawną paczką, a on, po wczorajszym telefonie Harry'ego, nie obawiał się o nie w ogóle, bo skoro chłopcy sami się zorganizowali i zaproponowali mu mecz, musiało im zależeć na spotkaniu z nim, prawda?
        Zapukał w drewniane drzwi i niemal natychmiast otworzyła mu blondynka, która czekała na przyjaciół już od kilku minut. Widząc, że przyszedł tylko Liam, natychmiast zaczęła się niepokoić. Oczywiście, nieobecność Annie i Nialla wcale jej nie wadziła, ale coś musiało się stać, skoro mieli przyjść, a nie przyszli.
- Cześć. - Objęła go na powitanie. - A gdzie Niall i Annie? - zapytała od razu.
- Jakaś niewidzialna siła trzyma Annie w domu. Dwa razy udało nam się wyjść, ale musiała wrócić, bo najpierw nie była pewna czy zamknęła drzwi, a potem coś jej się uroiło, że zostawiła czajnik na gazie. Niall stwierdził, że się nie wyrobimy i kazał mi przyjść po ciebie samemu. Czekaj, ty grasz z nami? - zdziwił się, widząc, odzianą w spodnie dresowe, dziewczynę. Martha nigdy, przenigdy nie dawała namówić się mecz.
- Harry mi wczoraj jęczał do telefonu przez pół godziny, że drużyny będą nierówne, więc zgodziłam się postać na boisku – wytłumaczyła, akcentując ostatnie słowa. Nie miała najmniejszego zamiaru uganiać się za piłką. - To jak, idziemy? - zapytała, poprawiając na ramieniu torbę.
- Tak, jasne.

        Szli w milczeniu. Liam był zbyt podekscytowany spotkaniem z chłopakami, by cokolwiek powiedzieć, a Martha zastanawiała się jak powinna poinformować przyjaciela o jej zaręczynach. Sama nie wiedziała, czemu tak strasznie się tego bała. Raz już nawet prawie mu powiedziała... z pewnością by to zrobiła, gdyby nie przerwał im telefon od ojca Liama. Kiedy jednak chłopak z powrotem wsunął do kieszeni spodni komórkę, cała jej odwaga zniknęła i zmieniła temat. Dzisiejszy dzień też nie wydawał się odpowiedni na takie wieści. Nie chciała, aby cokolwiek odciągało myśli Liama od spotkania z chłopcami i być może tłumiło jego radość.
       Im bardziej zbliżali się do boiska, tym szybciej serce Liama biło. Gdy tylko znaleźli się w zasięgu wzroku Zayna, brunet zerwał się na nogi i z impetem wpadł na przyjaciela, mocno go przytulając. Louis i Harry tylko się do siebie uśmiechnęli, krocząc w stronę przyjaciół.
- Czemu nie przyjechałeś wcześniej, palancie? – zapytał z rozbawieniem. – A myślałem, że Styles mnie wkręca. Kurcze, nie wierzę – dodał, odsuwając się od blondyna i przyglądając się mu, jakby wciąż nie wierzył, że stoi przed nim.
- A gdzie Horanowie? – zapytał Louis, zerkając na zegarek.
- Spóźnią się troszkę – odpowiedziała krótko blondynka.
- Idą – zakomunikował Malik, widząc idącą w ich stronę parę.
- Marthy, a czy nie jest tak, że w ciąży nie powinno się chodzić w butach na obcasie? – zapytał Harry, uważnie przyglądając się obuwiu szatynki.
- Nie wiem, nie jestem w ciąży, poza tym to jest koturn, nie obcas, ale zgaduję, że gdyby ciężarne kobiety nie powinny w takich butach chodzić, to Niall wyrzuciłby je przez okno.
- A czy to nie działa źle na kręgosłup?
- Daj spokój, Harry, te tenisówki mają małe podwyższenie – wtrącił brunet. Teraz cała trójka wpatrywała się w buty Annie.
- Niepokoi mnie wasze zainteresowanie damskimi butami – podsumował Liam, za co reszta przyjaciół skarciła go wzrokiem.
- A taki byłeś miły, kiedy jeszcze się z Marthą nie znałeś… Ałć! – krzyknął Lou, kiedy za swoją uwagę oberwał od blondynki w żebra.

        Przez następne dwie godziny grali w piłkę, przy czym Martha, zgodnie z obietnicą stała tylko na boisku i patrzyła na biegających chłopców, kompletnie nie widząc sensu w ich zabawie. Kiedy blondynce niemal oberwało się w głowę, Niall w końcu postawił ją na bramce, z przykrością dochodząc do wniosku, że już są przegrani. Wraz z Liamem udało im się zdobyć kilka goli, przez co jakimś cudem, mecz skończył się remisem. Annie westchnęła z ulgą, kiedy zaczęli chodzić z boiska. Sama wstała z drewnianej ławki, na której do tej pory siedziała i rozprostowała kości. Chłopcy prędko dorwali się do butelek z wodą, które ze sobą zabrali i tylko Martha wydawała się ani trochę nie zmęczona grą.
- Ona się nawet trochę nie spociła! – zawołał oskarżycielskim tonem Harry, wskazując palcem na dziewczynę.
       Blondynka otworzyła usta by mu odpowiedzieć, lecz zaraz je zamknęła, gdy usłyszała za sobą głos.
- Możemy się z tobą podzielić! – zawołał Liam wtulając się w jej plecy, tym samym wycierając o nie, swoje wilgotne ciało. W przeciwieństwie do dziewczyny naprawdę się nabiegał.
       Martha głośno krzyknęła, gdy szatyn poszedł w ślady przyjaciela i również ją uścisnął.
- Jesteście obrzydliwi! – zawołała, wyplątując się z uścisku chłopców, lecz śmiech pozostałych skutecznie zagłuszył jej krzyk.

       Po meczu każdy rozszedł się we własną stronę, by nieco się odświeżyć, po czym o umówionej godzinie wszyscy zjawili się w Juicy Jam, nieświadomie postępując dokładnie tak samo, jak za dawnych lat. Zawsze po wspólnej grze wychodzili gdzieś się rozerwać, a fakt, że zazwyczaj wszyscy byli niesamowicie zmęczeni, sprawiał, że siedzenie w Juicy Jam wydawało się najbardziej kuszącą opcją.
       Chłopcy opowiadali mu o wszystkich ważniejszych wydarzeniach z życia, jakie przydarzyły im się w ciągu minionych sześciu lat. Sama była dobrze w tym zorientowana, dlatego w pewnym momencie wyłączyła się z rozmowy, ponownie pogrążając we własnych myślach, ze zdziwieniem stwierdzając, że jedynym o czym myślała było to, jak powiedzieć Liamowi o jej zaręczynach. Ivo kompletnie wyleciał jej z głowy i nawet, gdy na siłę próbowała przypomnieć sobie ich rozmowę, jej myśli zaraz wędrowały do siedzącego obok blondyna.
- My już będziemy się zbierać – wtrącił Niall, dopijając swój sok pomarańczowy. Choć Annie wcale nie chciała przyznać się do zmęczenia, niemal zasypiała na jego ramieniu. W końcu doszedł do wniosku, że jest zbyt wykończona, by protestować i podniósł się z krzesła, pomagając wstać również jej. Sam chętnie zostałby jeszcze z przyjaciółmi, wspominając dawne czasy, lecz teraz, jako mąż i przyszły ojciec nie mógł zachowywać się jak nastolatek i mimo, że nie chciał, musiał odejść.
- Zostańcie jeszcze chwilę – nalegał Liam.
- Annie już przysypia, więc naprawdę musimy wracać. Ty jeszcze zostań – polecił mu Niall. – Tylko nie porozwalaj nam mebli, jak wrócisz. – Uśmiechnął się, znacząco zerkając na stojącą przed przyjacielem szklankę z piwem.
- Bardzo zabawne – skwitował blondyn. Nigdy za wiele nie pił i pewnie i tym razem zrezygnowałby z alkoholu, jednakowoż po tylu latach nie mógł odmówić chłopcom. Zresztą nawet teraz nie miał zamiaru zamawiać większej ilości piwa. Zwłaszcza, że czuł się przy tym naprawdę niezręcznie. Martha nigdy nie powiedziała mu, że przeszkadza jej to, że pije, po prostu sama była abstynentką, lecz Liam również tego nie robił, byleby jej się przypodobać. Potem po prostu nie miał z kim, a nawet kiedy trafiała się okazja – nie chciał tego robić, zachowując przy tym część dawnego siebie. Rzadko pijący Liam z Claydon, będąc w Los Angeles również pił rzadko.
- A ty nie wracaj sama do domu – powiedział siostrze. Nadal się o nią martwił i nawet jej przewracanie oczami nie mogło sprawić, by zaprzestał to robić. Poza tym mówiąc to przy chłopakach, wiedział, że nawet jeśli Martha będzie protestować, nie pozwolą jej wracać samej i to było najważniejsze.

        Kiedy przyjaciele wreszcie się pożegnali, zbliżała się już północ. Mimo to ani Liamowi, ani Marthcie nie spieszyło się, gdy wracali do domu. Był maj, lecz o tej porze powietrze wydawało się być lodowate i blondynka w końcu nie wytrzymała.
- Przepraszam, Liam – zaczęła grzebiąc w torbie, by po chwili wyjąć z niej szarą bluzę. – Zamierzałam ci ją dziś oddać, ale jest tak zimno, że nie ma takiej opcji. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz – powiedziała, wkładając na siebie ciuch i westchnęła z ulgą, gdy temperatura jej ciała zaczęła wracać do normy.
- Nie ma sprawy. – Uśmiechnął się pod nosem. Objął ją ramieniem, a ona nawet nie kontrolując własnych ruchów, automatycznie wtuliła się w jego ciało. Była pewna, że gdyby nie to zimne powietrze, zasnęłaby na stojąco.
- Jak ci się podobało spotkanie? – zapytała, przerywając ciszę.
- Było super. Szczerze mówiąc, trochę się martwiłem, że nie dogadam się z chłopakami, ale było naprawdę fajnie. Jak za dawnych lat. – Ponownie się uśmiechnął, wpatrując w gwiazdy, które tej nocy na tle bezchmurnego nieba, były doskonale widoczne.
- Ja też tak się czułam.
- Żałuję, że w ogóle wyjechałem – wyznał szczerze, przełykając nerwowo ślinę.
- Kto mógł przypuszczać, że tak to wszystko się potoczy? – Martha próbowała go jakoś pocieszyć, lecz w głębi serca sama podzielała jego zdanie. – Poza tym ja osobiście, cieszę się, że w ogóle wróciłeś.
- Naprawdę?
- Kpisz, czy o drogę pytasz? – zapytała z uśmiechem, odrywając się od niego, by móc spojrzeć w uważnie przyglądające się jej brązowe tęczówki. Zatrzymali się pod drzwiami domu i żadne nie mogło zebrać się na pożegnanie.
- To… do zobaczenia. – Blondyn uśmiechnął się, rozkładając ramiona, a Martha natychmiast zarzuciła na jego szyję ręce.
- Do zobaczenia, Liam – odparła, wtulając się w jego tors. Nie potrafiła się od niego odsunąć, aż w końcu chłopak podniósł głowę, wpatrując się w przytulającą go dziewczynę. W końcu i ona podniosła na niego oczy. Odgarnął z jej twarzy kosmyk włosów i powoli się do niej pochylił. Uważnie patrzył jej w oczy, zastanawiając się, czy nie zrobi z siebie idioty, a Martha nie ucieknie, krzycząc, że nie chce go więcej widzieć. Wiedziała, co zamierzał, tak samo, jak wiedziała, że powinna się od niego odsunąć. Nie zrobiła tego jednak, aż wreszcie poczuła na ustach wargi Liama. Teraz, gdy udało mu się ją pocałować, nie był zdolny wypuścić jej z uścisku, przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej, a fakt, że blondynka oddawała jego pocałunki sprawiał, że w tym momencie był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Martha zdawała sobie sprawę z tego, że nie powinna tego robić. Nie mogła nawet zrzucić winy na to, że była to po prostu chwila zapomnienia. Nawet wtedy miała świadomość, że właśnie zdradza Iva i mimo to, nie potrafiła tego przerwać. Długo przekonywała w myślach samą siebie, zanim wreszcie wyrwała się Liamowi.
- Przepraszam, Liam, ja nie mogę… ja mam… przepraszam, pogadamy jutro, okay? – Nie zastanawiając się dłużej wbiegła do domu i szybko zamknęła się we własnym pokoju. Nie miała poczucia, że zrobiła źle. Choć próbowała się do tego zmusić, nie potrafiła tego żałować. Jedyne o czym w tej chwili marzyła, to znalezienie się na drugim końcu świata, gdzie nikt by jej nie znalazł. Nikt prócz Liama. Rzuciła się na łóżko i rozpłakała, kompletnie nie rozumiejąc własnych uczuć i nie miała pojęcia co teraz powinna zrobić.

         Liam wracał do domu zaniepokojony, lecz jednocześnie szczęśliwy. Może Martha uciekła, bo bała się, że ponownie wyjedzie i ją zostawi? Przecież jej pierwszą reakcją było oddawanie jego pocałunku i trwało to dość długo. Musiała coś do niego czuć. Skarcił w myślach samego siebie za to, że być może za bardzo się pospieszył. Jednak po sześciu latach bez niej tęsknota wzięła nad nim górę. Pocałunek absolutnie utwierdził jego przekonaniu, które przez ostatni czas próbował od siebie odepchnąć. Nadal ją kochał i był tego absolutnie pewien.

~*~
Tej ostatniej sceny miało dziś nie być, ale nie miałam ostatnio mózgu, żeby napisać coś specjalnego na 4 rocznicę Marni, dlatego jest tylko to :c 

20 komentarzy:

  1. Powtórzę się, ale jak na razie nie jestem w stanie niczego skomentować. Zniszczyłaś mnie psychicznie. Odebrałaś oddech, poruszyłaś układ trawienny, wzbudziłaś płacz i zabawiłaś się z temperaturą krwi. BOŻE CO TO ZAADSFDGJFSOGGOHHDROGFO! ♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo jak slodko. Martha i Liam sa uroczy i ciesze się, ze w koncu sie pocalowali. Moze teraz Martha dojdzie do wniosku, ze zle robi wychodząc za Iva. Ale pewnie trochę jeszcze to potrwa :)
    I Niall martwiący sie o siostrę. Powinien jej wtluc do glowy ze zle robi. I chlopaki tak sympatycznie potraktowali Liama, dobrze ze sie spotkali.
    No nic, czekam teraz z niecierpliwością na kolejny :)
    Pozdrawiam Asiek :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ,,Prawie nie tknął kolacji, a teraz z uśmiechem opowiadał o swojej pracy, niekoniecznie go zadawalającej, dlatego też pilnie słuchający go Niall kompletnie nie rozumiał jego radości.'' STAPH BEING SO CUTE, PAYNE

    OdpowiedzUsuń
  4. taki uroczy, widealizowany Niallo. ciekawe, co robił Liam, jak Aniall zniknął z pola widzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. ,, lodów na gałce'' na gałce.. pewnie od tych drzwi...

    OdpowiedzUsuń
  6. ,,- Pod ich domem nie stałeś, może to dlatego - skwitowała.'' z wiekiem wyrabiam się z reakcjami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ivo to złośnik. Uparty złośnik.

    OdpowiedzUsuń
  8. ,,- Nie, sądzę, że spakowałby manatki i wrócił do L.A. wierząc, że to dla jej dobra. On nie zniszczy związku Marthy, bo będzie uważał, że jest z Ivem szczęśliwa, a jej szczęście jest dla niego najważniejsze. Zawsze tak było. Zawsze jej bronił, zawsze na wszystko jej pozwalał i chronił ją z całych sił, przecież sama wiesz, jak było. '' SO LOVE ME LIKE YOU DO LO LO LOVE ME LIKE YOU DO (dlaczego blogspot nie ma płaczących emoji na wyposażeniu?!)

    OdpowiedzUsuń
  9. Annie, starsi bracia nie są aż tak uroczy, żeby spać po nocach nie mogli z mojego powodu. chyba? by the way akcja z rodzeniem bardzo mi się podoba, zgadzam się

    OdpowiedzUsuń
  10. ,, Tym razem nie chodziło nawet o to, że miał zobaczyć się z Marthą'' JAK TO NIE

    OdpowiedzUsuń
  11. ja się strasznie przytulnicka zrobiłam na stare lata

    OdpowiedzUsuń
  12. LIAM SZEDŁ W MILCZENIU GOOD JOKE BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA

    OdpowiedzUsuń
  13. to jest oszustwo, ja bym skomentowała te ohydne buty Annie

    OdpowiedzUsuń
  14. ,,- Możemy się z tobą podzielić! – zawołał Liam wtulając się w jej plecy, tym samym wycierając o nie, swoje wilgotne ciało. W przeciwieństwie do dziewczyny naprawdę się nabiegał.
    Martha głośno krzyknęła, gdy szatyn poszedł w ślady przyjaciela i również ją uścisnął.
    - Jesteście obrzydliwi! – zawołała, wyplątując się z uścisku chłopców, lecz śmiech pozostałych skutecznie zagłuszył jej krzyk.'' mhm, obrzydliwi, for sure

    OdpowiedzUsuń
  15. ,,Martha nigdy nie powiedziała mu, że przeszkadza jej to, że pije, po prostu sama była abstynentką, lecz Liam również tego nie robił, byleby jej się przypodobać. Potem po prostu nie miał z kim, a nawet kiedy trafiała się okazja – nie chciał tego robić, zachowując przy tym część dawnego siebie. Rzadko pijący Liam z Claydon, będąc w Los Angeles również pił rzadko.'' jest XXI wiek, czemu nie mogę sobie wyciągnąć wyimaginowanego faceta do rzeczywistości

    OdpowiedzUsuń
  16. JA NIC NIE MAM CAŁUJ LIAM TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK

    OdpowiedzUsuń
  17. słucham sobie w kółko style i love me like you do, a dookoła te piekielne komentarze o koncercie Eda. myślę, że teraz rozumiesz głupotę tych komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
  18. jak to jest, że calgon to mój prezent urodzinowy, a w urodziny rozdziału nie było?

    OdpowiedzUsuń
  19. Tyle razy dusiłam w sobie śmiech i łzy w ciągu ostatnich kilkunastu godzin, by w końcu znieruchomieć w obezwładniającej nostalgii. Tak bardzo kocham. ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. i miss them so much, merde :c

    OdpowiedzUsuń