Życzenie na nowy rok.

- I wtedy spotkałem skaczące hefalumpy - dokończył zirytowanym tonem Niall, kiedy zorientował się, że przyjaciel już od dłuższego czasu kompletnie go nie słucha. Skrzyżował ręce na piersi i wbił w Liama oskarżycielski wzrok, podczas gdy ten nadal wpatrywał się w jego siostrę, od dobrych kilkunastu minut uśmiechającą się głupkowato do telefonu.
- Tak? To super - odparł krótko po chwili milczenia, po czym wreszcie zaszczycił spojrzeniem blondyna. Wtedy ujrzał jego naburmuszoną minę i dotarło do niego, że jego brak koncentracji na rozmowie wyszedł na jaw. - Przepraszam, zamyśliłem się - dodał, ze wstydem spuszczając wzrok na własne dłonie.
      Chłopak jedynie westchnął w odpowiedzi i wywrócił oczami.
- Idę do kuchni. Przynieść komuś coś do jedzenia? - zapytał.
- Ja dziękuję.
       Niall nie czekając na odpowiedź Marthy wyszedł i zbiegł po schodach. Czasem naprawdę miał ochotę wykopać Liama za drzwi, miewał wrażenie, że chłopak przychodził tylko po to, by spędzić trochę czasu w towarzystwie jego siostry. Szybko jednak odpędzał od siebie te myśli. Ich przyjaźń z pewnością była bezinteresowna, to Niall był tym częściej wpadającym w tarapaty, a Liam niejednokrotnie musiał go później wyciągać z opresji. Nie zmieniało to jednak faktu, że był wkurzony. Potrzebował się komuś wygadać, lecz nie miał jak, kiedy jego najlepszy przyjaciel był zbyt zajęty robieniem maślanych oczu do jego siostry.

       Kiedy tylko Niall opuścił swój pokój, Liam wstał i usiadł na dolnej części łóżka piętrowego, gdzie siedziała również Martha. W jej zamyśle, przysiadła tam tylko na moment, by odpisać na sms-a, ale leżąca w łóżku Annie odpisywała w zaledwie parę sekund, zatem blondynka nie zdążyła nawet wstać, a jej telefon już wibrował, z powodu kolejnej dostarczonej wiadomości.
- A co ty tam piszesz? - zaczepił ją. Zaskoczona podniosła na niego oczy, a on wykorzystał chwilę jej zdezorientowania, by wyrwać jej przedmiot z ręki i schować za siebie.
- Liam! Oddaj! To Annie, pochorowała się - wytłumaczyła szybko, próbując sięgnąć swoją własność.
- Nieładnie tak się cieszyć z choroby drugiego człowieka... - stwierdził, manewrując rękoma tak, by nie zdołała odebrać mu komórki.
- Bo... - zaczęła z uśmiechem - Annie ma gorączkę. Wiesz jaka jest Annie z gorączką - dodała, po czym złapała nadgarstek blondyna. Liam jednak tylko przerzucił telefon do drugiej ręki i odwrócił się od Marthy.
- To ja może zobaczę. Też lubię się pośmiać z Annie z gorączką...
- Nie! - ryknęła, przerażona tym, że chłopak miałby zobaczyć jej rozmowy z szatynką. Annie mogła wytłumaczyć się gorączką. Annie. Ale nie Martha. Rzuciła się na przyjaciela, ale on tylko położył się na brzuchu, ukrywając komórkę pod sobą. Oboje wiedzieli, że się wygłupia, Liam nigdy nie przejrzałby wiadomości Marthy, bez jej zgody. Okay, może by przejrzał, ale nie przy niej, nie chciał by pomyślała sobie, że jest wścibski.
- Co wy robicie? - zapytał zszokowany Niall, stając w drzwiach pokoju. Dzierżył w dłoni kanapkę z szynką i pomidorem i z szeroko otwartymi oczami przyglądał się siostrze, trzymającej ręce w okolicy brzucha Liama, aktualnie próbującego włożyć sobie jej telefon w spodnie.
- On mi zabrał komórkę! - poskarżyła się, podnosząc do pozycji siedzącej.
       Liam również usiadł i oddał dziewczynie przedmiot, posyłając przyjacielowi szeroki uśmiech. Ten tylko pokręcił głową z dezaprobatą.
- Jak dzieci... - mruknął i podszedł w stronę okna, gryząc bułkę.
- A właśnie, Annie mi napisała, że do nas nie przychodzi - poinformowała blondynka z autentycznym smutkiem, lecz głównie po to, by zająć myśli towarzyszy czymś innym.
- Jak to nie? - zapytał. Przełykane właśnie jedzenie stanęło mu w gardle i nagle stracił apetyt. - Ma jakieś inne plany? - dopytał, próbując ukryć po sobie rozczarowanie.
- Marc ją do siebie zaprosił - odpowiedział natychmiast Liam, a Martha szturchnęła go za to łokciem. Nawet ona miała serce i uważała, że w tej sytuacji nie powinni nabijać się z jej brata. Blondyn nie mógł jednak darować sobie tej uwagi. Przecież umawiali się od miesiąca i mieli spotkać dziś o osiemnastej, więc Annie odwołująca ich spotkanie godzinę wcześniej z powodu 'innych planów' była poronionym pomysłem.
- Ma gorączkę - poinformowała.
       Niall wpatrywał się przez chwilę w okno, intensywnie rozmyślając nad rozwiązaniem sytuacji.
- Może mieć gorączkę z nami - stwierdził, a Martha i Liam spojrzeli na siebie z nadzieję, że któreś z nich rozumie blondyna i wytłumaczy drugiemu jego pomysł. - Będzie jej przykro, jak zostanie w sylwestra sama.
- Okay, Niall, ale przecież Annie musi leżeć w łóżku, inaczej rozchoruje się jeszcze gorzej. Nie wyganialiśmy jej, sama stwierdziła, że nie da rady przyjść. Jeszcze ten śnieg na dworze... nie ma opcji - powiedział Liam, uważając, że ktoś musi przemówić mu do rozumu. Też nie był zadowolony z tego, że nie będzie z nimi dziś Annie, ale przyjął do siebie smutną prawdę.
- Możemy po nią pojechać. Nawet jeżeli będzie leżała w łóżku, to z nami będzie jej raźniej.
- Niall, rodzice nie dadzą ci samochodu. Nie jeździłeś jeszcze w taką pogodę - ucięła blondynka. - Zresztą zaraz sami wyjeżdżają.
       Niall spojrzał na przyjaciela z nadzieją, a Liam po prostu westchnął, wiedząc doskonale, czego od niego oczekiwał.
- Okay. Pożyczę samochód od rodziców - mruknął z rezygnacją. - Ale nadal nie jestem do tego przekonany, mama Annie jej nie puści - dodał, wstając z łóżka.
- Puści - odparł hardo Niall i zbiegł na dół.
       Pozostali w pokoju Martha i Liam wymienili się spojrzeniami i ruszyli za nim.
- On jest niemożliwy - westchnął, uśmiechając się.
- Daj spokój, to urocze! Poza tym doszłam do ciekawego wniosku - zaczęła, przechodząc przez drzwi, które Liam przed nią otworzył.
- Jakiego?
- No... mówi się, że miłość dodaje skrzydeł. Niallowi nie dodaje skrzydeł, ale dodaje coś, co sprawia, że ciągle biega - wytłumaczyła, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Bo, jak pobiegnie, to będzie nawet szybciej - wyszczerzył do niej zęby i zeszli na dół, gdzie czekał na nich odziany już w kurtkę Niall.

- Okay... to ja idę... - powiedział niepewnie Horan, chwytając za klamkę. - Marthy, może pójdziesz ze mną? W końcu jesteś najlepszą przy...
- Nie, Niall - przerwała mu. - Wiesz, ze chciałabym, żeby Annie była z nami, ale jej mama na pewno się nie zgodzi, a ja nie chcę jej denerwować. Idź sam.
       Gdyby blondyn potrafił mordować wzrokiem, z pewnością jego siostra leżałaby już nieżywa na tylnym siedzeniu samochodu Payne'ów. Nic już nie mówiąc, opuścił auto i nie oglądając się za siebie ruszył do domu Annie. Martha natychmiast przeszła na przednie siedzenie, wiedząc, że Niall prędko nie wróci.
- Niall cię stąd wykopie - powiedział z uśmiechem Liam, wbijając wzrok w blondynkę.
- Jeśli mu się uda wrócić z Annie, jestem pewna, że będzie mi wdzięczny.
- Serio, myślisz, że mu się uda? - zapytał z powątpiewaniem
- Wiesz.... myślę, że jakimś cudem tak.

       Annie zatrzymała się w drodze do łazienki, odłożyła piżamę na szafkę i ruszyła korytarzem, by otworzyć drzwi. Najchętniej jednak od razu położyłaby się do łóżka i zasnęła. Przynajmniej przestałaby się wściekać na własny organizm, któremu akurat dziś zachciało się strajku.
- Cześć, Niall - przywitała go zaskoczona, a na jej usta natychmiast wkradł się uśmiech. Rzadko zdarzało się, by blondyn odwiedzał ją sam, bez Marthy, czy Liama przy boku, dlatego też najpierw dyskretnie rozejrzała się czy, aby na pewno nie ma z nim któregoś z przyjaciół. Byli razem zaledwie od kilku dni, dlatego też nie przywykła jeszcze do sytuacji. - Wejdź - dodała, wpuszczając go do środka.
- Hej, Annie, pomyśleliśmy z Marthą i Liamem, że możesz sobie pochorować u nas. Nie chcemy, żebyś zaczęła nowy rok sama - uśmiechnął się z zakłopotaniem, przełykając ślinę. Naprawdę był wściekły na Marthę, że nawet nie ruszyła tyłka, by spróbować mu pomóc.
       Szatynce zrobiło się cieplej na sercu, kiedy go usłyszała i najchętniej od razu wyszłaby z nim z domu. Nawet brak siły, spowodowany chorobą by jej nie przeszkadzał. Znała jednak swoją rodzicielkę i wiedziała, że w życiu nie wypuści jej z domu w takim stanie.
- Bardzo chętnie bym do was poszła, ale mama mi nie pozwoli - odparła, wymuszając uśmiech.
- Jestem gotowy na konfrontację z panią Evą - zaczął, zdejmując z siebie kurtkę. Skoro Annie miała chęć do nich iść, musiało się tak stać.
       Dziewczyna z niedowierzaniem przysłuchiwała się rozmowie jej mamy z blondynem. Już miała powiedzieć mu, by dał sobie spokój, gdy nagle wypowiadane mechanicznie przez kobietę 'nie' stały się mniej pewne. Niall przedstawiał Evie całą listę argumentów. Począwszy od stojącego na podwórku samochodu, którym mieli przetransportować Annie, a kończąc na wizycie w aptece, gdzie kupiliby jej Gripex. Zapewniał ją, że osobiście dopilnuje by Annie odpoczywała i nie wypuści jej na dwór. W końcu jej mama miała go dosyć i zgodziła się dla świętego spokoju. Poza tym doskonale znała przyjaciół córki i wiedziała, że nie zrobią nic głupiego.
- Tylko jak okaże się, że mnie okłamałeś, to nie będzie mojego błogosławieństwa, jasne? - zapytała z uśmiechem, unosząc palec do góry tuż przed nosem chłopaka, który automatycznie się zarumienił, podobnie zresztą jak jej córka.
- Jasne.

- Martha, ja cię proszę! Chłopak cię rzucił czy, co? - Liam chwycił dłonie blondynki i oderwał je od radia. - Ty po prostu lubisz smęty, nie? - dodał przełączając stację.
- Nie lubię cię - odparła z niezadowoleniem, krzyżując ręce i wbiła wzrok w boczną szybę. Patrzyła jak z granatowego nieba powoli opadają płatki śniegu, udając, że kompletnie nie obchodzi jej blondyn, który teraz usilnie próbował znaleźć ciekawszą stację.
       "Jestem głupcem, wierząc..." dotarło do uszu Marthy, ale Liam z rozpędu ponownie przełączył stację. Wiedział jak bardzo blondynka uwielbia tę piosenkę, dlatego umyślnie nigdy nie pozbawiłby jej przyjemności jej wysłuchania. Nawet jeżeli właśnie się z nią drażnił.
- Wróć! - krzyknęła, od razu wyciągając dłoń w stronę przycisku, dzięki któremu znów mogłaby usłyszeć piosenkę.
- Hola, hola! Nie lubisz mnie, mojego radia też nie lubisz. - Pokazał jej język, chwytając jej rękę, by nie mogła przestawić.
- Liaś, kochanie, kocham cię, włącz mi Patricka - powiedziała przymilnym tonem.
       Blondyn uśmiechnął się pod nosem i prawą ręką przełączył stację, podczas, gdy w lewej nadal trzymał jej dłoń. Sam nie wiedział, jak się na to zdobył. Może otaczający go mrok dodał mu odwagi, a może to jej słowa tak na niego podziałały? Z głośników samochodu wydobywał się głos Patricka Swayze, a Liam delikatnie trzymał rękę przyjaciółki tak, by mogła ze swobodą wydostać ją z uścisku, gdyby tylko chciała.
- Marthy... - zaczął z mocno bijącym sercem, kiedy skończyła się piosenka.
- Tak? - odparła nieśmiało, odwracając zarumienioną twarz w jego stronę.
- Słuchaj... - zamilkł, kiedy zorientował się, że Niall otwiera drzwi. Puścił rękę dziewczyny i chwycił za kierownicę.
- Hej! - zawołała wesoło Annie, siadając na tylnym siedzeniu. Niemal natychmiast zorientowała się, że przyszli z Niallem w najmniej odpowiedniej chwili. Martha próbowała ukryć rumieńce za szalikiem, a Liam kurczowo zaciskał palce na kierownicy, aż pobielały mu kostki.
- Cześć - wymamrotała blondynka, do której jeszcze nie do końca docierała rzeczywistość.
- Cześć, Annie - przywitał dziewczynę Liam, siląc się na beztroski ton. Gdyby jednak Niall mógł usłyszeć jego myśli, usłyszałby 'dlaczego musiałeś wrócić akurat teraz, głupi pajacu?'.
- Udało się! - poinformował rozradowanym tonem Niall, nie zauważając niczego podejrzanego. Usiadł obok Annie i położył koło siebie torbę, w której były wszystkie potrzebne szatynce rzeczy.
- To super. Możemy już jechać? - zapytał Liam, próbując ukryć nerwy.
- Ehm... tak, chyba tak - odparł niepewnie Niall, spoglądając na miny wszystkich po kolei. Jego siostra wpatrywała się w okno, blondyn skupił wzrok na drodze przed sobą, a Annie tylko uśmiechała się pod nosem. Nie zrozumiał z tego nic, ale nawet on zauważył, że coś nie grało. Był jednak zbyt rozradowany obecnością szatynki, by się nad tym zastanawiać.

       Liam zaparkował pod domem Horanów i już zamierzał wychodzić z auta, kiedy Niall się odezwał.
- Liam, a może pojechalibyście z Marthy po Gripex dla Annie, co? A my już poszlibyśmy do domu, po co ma marznąć?
       Gdyby nie fakt, że blondyn uwielbiał spędzać czas z samą Marthą, zapewne zapytałby czemu ona ma marznąć. W końcu sam mógł jechać po leki dla Annie.
       Dopiero, kiedy siedzący z tyłu opuścili samochód, w którym natychmiast zapadła nieprzyjemna cisza, zorientował się, że zważywszy na to, co stało się kilkanaście minut temu, blondynka może czuć się w jego towarzystwie niezręcznie. Powinien dokończyć to, co zamierzał powiedzieć, lecz teraz odwaga go opuściła. Ruszył szybko z podjazdu, chcąc się czymś zająć i przez kilka minut jechali w kompletnej ciszy.
- Może pojedziemy do sklepu, dokupimy coś do jedzenia na wieczór, hmm? - zaproponował Liam, chcąc przerwać milczenie. Tym samym wyrwał siedzącą obok dziewczynę z zamyślenia. Oderwała wzrok od szyby i spojrzała na niego.
- Jasne, możemy jechać. Niall pewnie już połowę wyjadł - odparła.
- Miałaś wszystko dobrze ukryć - wypomniał, zerkając na nią i posyłając przy tym uśmiech.
- Nie wiesz do czego zdolny jest mój brat w poszukiwaniu jedzenia. Swoją drogą, jestem ciekawa jak zdołał przekonać mamę Annie, by ją puściła. To naprawdę niewiarygodne - powiedziała poważnym tonem.
- Może kupił pani Evie płytę z koncertem tego jej ulubionego zespołu i puścił, a ona zapomniała, że ma córkę?
       Martha wybuchnęła głośnym śmiechem, na co kąciki ust blondyna automatycznie uniosły się do góry. Uwielbiał, kiedy się śmiała.
- Ale z Annie raczej nie pójdziemy do parku - stwierdziła, badawczo spoglądając na Liama, który mocno skręcił kierownicę i zaparkował przed apteką.
- Raczej nie pójdziemy - potwierdził beztroskim tonem.
- Nie przeszkadza ci to? - zapytała, uważnie przyglądając się chłopakowi, który zgasił auto.
- Nie! - zaoponował z oburzeniem. - Czuję się obrażony, masz mnie za takiego samoluba? - Przybliżył twarz do Marthy, uważnie wpatrując się w jej zielone oczy. Uniósł brwi do góry, czekając na odpowiedź.
- Nie... - jęknęła tylko, niezdolna do powiedzenia czegokolwiek innego. Brązowe tęczówki Liama paraliżowały jej ciało do tego stopnia, że na moment wstrzymała powietrze, jakby jej płuca zapomniały, że musi oddychać.
       Chłopak nie skłamał, naprawdę zmiana planów absolutnie mu nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, wiedział też, że bez szatynki, Niall byłby marudny i wraz z Marthą musieliby go niańczyć, nie mając chwili dla siebie.
- Chodźmy po ten Gripex, co? - Oderwał wzrok od przyjaciółki i otworzył drzwi, przez co do auta natychmiast dotarło mroźne powietrze.
- Rany, jak zimno! - poskarżyła się Marthy, podczas, gdy jej towarzysz wychodził na zewnątrz.
- Mogę iść sam...
- Nie, idę z tobą. - zawołała i niechętnie opuściła samochód. Siedziała w nim przez ostatnie pół godziny, dlatego też teraz czuła się jakby kurtka kompletnie nie chroniła jej przed chłodem. Po zaledwie kilku sekundach jej ciało niezależnie od niej zaczęło drżeć.
- Ale aż tak? - zaśmiał się, widząc jej reakcję.
- Bardzo zabawne - warknęła, obejmując się ramionami, co w żaden sposób jej nie pomogło.
- Dasz radę, to parę metrów. - Uśmiechnął się pocieszająco, przerzucił rękę przez jej ramię i docisnął ją do siebie. Wiedział, że na niewiele się to zda, ale przynajmniej miał wymówkę, by przytulić dziewczynę, która, ku jego zaskoczeniu, przestała się trząść.
       Szybko poszli do apteki i kupili odpowiednie leki, po czym weszli do przystającego do niej małego sklepiku, w którym zakupy robili znacznie dłużej.
- Daj spokój, Martha, ile można kupować żelek? - zaprotestował Liam, kiedy jego towarzyszka wrzucała do koszyka kolejną paczkę.
- Nie znasz możliwości Nialla, zresztą ja zapłacę - odparła obrażonym tonem.
- Nialla możliwości - powtórzył z powątpiewaniem, po czym westchnął. - Za nic nie będziesz płaciła, ale proszę cię, no ile można?
- Liam, gdybyś był kobietą, pomyślałabym, że masz okres, strasznie jesteś ostatnio marudny - stwierdziła, po czym sięgnęła po pianki marshmallow, które uwielbiała Annie.
- A ty pyskata! - odgryzł się, wydzierając jej z ręki opakowanie, by zwróciła na niego uwagę. Popatrzył na nią, mrużąc oczy z udawaną złością.
- Chorej żałujesz? Serio?! - zawołała z oburzeniem, wskazując oskarżycielsko na pianki i wybałuszając oczy na Liama.
- Nie zmieniaj tematu, Marthy! - warknął blondyn groźnym tonem, przekrzywiając głowę i nadal nie spuszczając z niej wzroku.
- Patrz, Buzz Astral! - zawołała, sięgając po pudełko z wizerunkiem strażnika kosmosu i wskazując na postać palcem. Sama nie wiedziała, co wzięła do ręki, ale była przekonana, że dzięki temu jej przyjaciel zapomni o czym przed chwilą z nią rozmawiał.
- Wow! - wrzasnął, szeroko się uśmiechając. - Ej, ale to jest kaszka dla dzieci - dodał, kiedy przeczytał, co właściwie zawierało pudełko. Uniósł wzrok na Marthy, a ta natychmiast zaczęła się śmiać.
- Ups! - zironizowała. - Może chodźmy już do kasy, co? - zaproponowała, chcąc uniknąć wzroku Liama, który teraz przyprawiał ją o poczucie winy. - Chodź! - Pociągnęła go za rękę, zamierzając ją zaraz puścić. Nie chciała budzić w nim żadnych podejrzeń, w końcu byli przyjaciółmi i nawet, jeżeli od jakiegoś czasu, towarzyszyło jej przeczucie, że chłopak pragnął od niej czegoś więcej, nie chciała tego psuć. Wolała poczekać, aż sam wyjdzie z inicjatywą. Blondyn jednak zacisnął na jej dłoni palce w trwałym, ale niezbyt mocnym uścisku. Natychmiast się zarumieniła, a ciepły dotyk jego skóry sprawił, że nawet nie zwróciła uwagi na kasjerkę, patrzącą na nich, jak na dwójkę idiotów. Odziana w biały fartuszek kobieta nic jednak nie powiedziała, kasując pod czytnikiem kolejne przekąski.

- Cieplej ci trochę? - zapytał Liam, kiedy opuścili sklep.
- Ta... - zaczęła, ale jej głos zamienił się w pisk, gdy poślizgnęła się na zlodowaciałym chodniku i upadła. Blondyn właśnie wciskał do kieszeni portfel, dlatego nie zdążył jej złapać. Zaraz przy niej uklęknął, modląc się w duchu, by nie okazało się, iż coś sobie złamała.
- Rany, Marthy, nic ci nie jest? - zapytał, kładąc torbę z zakupami na ziemi i chwytając za plecy Marthy, by ją podnieść.
- Chyba nie - odparła. - Boże, czy ja zawsze muszę się wszędzie przewracać?
       Liam tylko pocieszająco się do niej uśmiechnął i pomógł jej wstać, ale kiedy blondynka dźwignęła się na własne nogi, poczuła ostry ból w prawej kostce.
- Cholera, Liam, chyba jednak coś mi jest - powiedziała, zaciskając z bólu zęby i automatycznie chwyciła się za nogę, drugą ręką podpierając o ramię Liama.
- Czekaj, nie ruszaj, co cię boli? - zapytał z przerażeniem, ponownie przed nią klękając, a jego twarz natychmiast pobladła. Starał się zachować zdrowy rozsądek, ale w duchu zaczął już panikować. Rozejrzał się po bokach, aż zorientował się, że stoi przecież trzy metry od apteki, a pracująca tam kobieta może być dla nich ratunkiem. - Czekaj, chodźmy do tej apteki, może ta babka coś pomoże. - Nie pytając dziewczyny o zdanie, wziął ją na ręce, od razu kierując się w stronę budynku.
- Liam, zakupy - przypomniała mu.
- Nie wytrzymałabyś bez tych żelek, co? - uśmiechnął się, choć wcale nie było mu do śmiechu. Najchętniej zostawiłby słodkości na pastwę losu i od razu zawiózł Marthy do szpitala. Wrócił jednak po torbę i podniósł ją z ziemi, co nie było łatwe, zważając na to, że trzymał na rękach blondynkę. Ponownie ruszył do apteki i wszedł do niej, dziękując przy tym starszemu panu, który wychodząc, przytrzymał im drzwi, by mogli wejść do środka, bez żadnych komplikacji.
       Stojąca za ladą starsza kobieta, uśmiechnęła się do przybyłej dwójki. Wydawali jej się sympatycznymi, młodymi ludźmi. Nie pamiętała, kiedy ostatnio spotkała tak uprzejmego nastolatka, jakim był Liam. Rzadko, kto w jego wieku dziękował za zakupy, a sytuacji, by kiedykolwiek jakikolwiek jego rówieśnik życzył jej szczęśliwego nowego roku, nie pamiętała.
- W czym mogę pomóc? - zapytała przyjaźnie.
- Ja panią przepraszam, wiem, że pani się takimi sprawami nie zajmuje, ale Martha się poślizgnęła i zrobiła sobie coś w nogę. Mogłaby pani na nią zerknąć? - poprosił zatroskanym głosem.
- Nie jestem lekarzem, ale spojrzeć mogę. Posadź Marthę.
- Ale mnie już nie boli... - zaczęła blondynka, podczas gdy przyjaciel sadowił ją na stojącym przy oknie krześle.
- Cicho, Marthy. Minutę temu jęczałaś z bólu - uciszył ją, zdejmując z jej stopy buta i skarpetkę.
       Dziewczyna drgnęła, kiedy kobieta dotknęła jej kostki.
- Boli cię? - zapytała, spoglądając na nią znad okularów.
- Nie, ma pani strasznie zimne ręce - przyznała się ze wstydem.
       Liam wywrócił oczami, aptekarka spojrzała na nią z dziwną miną, ale oboje nie mogli się przy tym nie uśmiechnąć. Kobieta zbadała jej nogę, ale Martha nie wykazywała żadnych objawów wskazujących na to, by coś sobie zrobiła.
- Kochanieńka, na moje oko po prostu nadwyrężyłaś sobie ścięgno. Może cię pobolewać przez kilka dni, ale potem wszystko wróci do normy. To nic poważnego.
- Na pewno? - dopytał Liam.
- Na pewno.
- A ma pani jakąś maść, żeby jej nie bolało i szybciej się zgoiło?
- Tak - odparła, powstrzymując się przed westchnięciem. Skierowała się z powrotem do lady, a szukając po pułkach leku, uśmiechnęła się pod nosem. Ta dwójka była zdecydowanie urocza, a Katherine, patrząc na nich, zaczęła odzyskiwać wiarę w ludzkość.
- Liam, naprawdę nie trzeba - wyszeptała ze złością blondynka.
- Milcz - odwarknął jej i podszedł do kobiety, by zapłacić.

       Tętno Liama powoli wracało do normy, kiedy niósł na plecach Marthę, która próbowała przekonać go, by ją puścił. Co prawda, nie mogła powiedzieć, że nie było jej przyjemnie, kiedy mogła bez żadnych zahamowań przytulać się do jego pleców, ale nie chciała też go wykorzystywać.
- Liam, naprawdę, już mnie nie boli, mogę iść sama...
- Nie, ale Marthy, naprawdę musiałaś mnie tak straszyć? Niall by mnie zabił, jakbym przywiózł cię ze zwichniętą nogą, czy coś... a twoi rodzice już nigdy nie wpuściliby mnie do domu!
- Tak, to chyba raczej ja zginęłabym od wzroku twojej mamy, jakbyś wylądował w szpitalu. Zrobiłeś się tak blady, że myślałam, że mi tam zaraz padniesz.
- To z zimna - bronił się, przyspieszając kroku.
- Tak sobie wmawiaj.
- Jesteś czasem nie do wytrzymania - mruknął, po czym usadowił Marthy w samochodzie. Sam zajął miejsce kierowcy i pojechali do domu.

- Grzyby były? - zapytała z uśmiechem Annie, kiedy Liam i Martha weszli do pokoju Horanów.
       Blondyn posłał jej mordercze spojrzenie. Nadal był zdenerwowany upadkiem Marthy i nie miał ochoty na żarty.
- Same muchomory - odparła beztrosko blondynka, siadając obok przyjaciółki
- Niall, twoja siostra pomyliła chodnik z lodowiskiem, musiałem... - zaczął Liam, ale Martha zaraz mu przerwała.
- Braciszku, popatrz co kupiliśmy! - zawołała wesoło, podnosząc torbę wypełnioną przeróżnym jedzeniem.
- Żelki! - odparł radośnie, kompletnie zapominając o czym przed chwilą mówił jego przyjaciel.
- To ja pójdę przygotować Annie Gripex - ogłosił Liam z rezygnacją i skierował się do drzwi.
- Niall, idź z Liamem - poleciła mu siostra.
- Po co? - sprzeciwił się. - Liam sobie poradzi, nie jest...
- To twoja dziewczyna, rusz się leniu!
- Niall, dziewczęta chcą nam trochę poobrabiać tyłki, chodź, odwdzięczymy się tym samym - zaproponował, chwytając przyjaciela za nadgarstek. - Chodź - powtórzył, kiedy blondyn chciał zaprotestować. Westchnął i obaj zeszli na dół.

     Annie starała się walczyć z chorobą. Dzielnie siedziała na kocu, kiedy grali w Chińczyka, lecz mimowolnie opadała z sił, co zauważyli już wszyscy.
- Wygrałem - powiedział Liam bez żadnego entuzjazmu. - Annie, ty naprawdę jesteś chora - dodał ze zdziwieniem. Dziewczyna nie zauważyła nawet możliwości strącenia pionka blondyna z planszy, co było do niej niepodobne. Uwielbiała Chińczyka i to głównie dlatego, że lubiła 'zabijać' pozostałych i patrzyć na zirytowanie graczy. Tym razem jednak nawet na to nie miała siły. Mechanicznie rzucała kostką, ruszając pierwszym z brzegu pionkiem, a czasem z zaskoczeniem stwierdzała, że nie ma czym się ruszyć, ponieważ nawet nie widziała, kiedy zbijali ją inni.
- Wiem, przepraszam. Niepotrzebnie przychodziłam, powinnam zostać w domu. Do niczego się dzisiaj nie nadaję, tylko wam popsuję zabawę, albo jeszcze pozarażam - narzekała, opierając się o łóżko, obok którego na podłodze leżał koc.
- Majaczysz - odparł Liam, przykładając jej rękę do czoła. Szatynka uważnie na niego spojrzała, po czym szeroko się uśmiechnęła.
- Liam James Payne - zrobiła pauzę. - Człowiek Termometr - dodała poważnym tonem.
       Zdezorientowany blondyn najpierw spojrzał na Nialla, a potem na jego siostrę, jakby chciał się upewnić, że się nie przesłyszał, po czym całą trójką zaczęli się śmiać.
- Dzwońcie po lekarza.
- Annie - Martha sięgnęła po leżącą na biurku torbę i podała ją szatynce. - Myślę, że powinnaś iść już do łóżka.

        Podczas kolejnych godzin, wygłupiali się jak zawsze, pomijając Annie, która albo spała, albo zostawała zmuszana do spania. W chwilach przytomności gadała bzdury, które doprowadzały pozostałych do płaczu. Martha i Liam co chwilę przynosili jej gorące picie, a Niall zmuszał do jedzenia, twierdząc, że to najszybszy sposób, by wyzdrowieć.
       Szatynka ściskając w rękach kubek z gorącą herbatą, wpatrywała się właśnie w grających w Monopoly przyjaciół i poczuła, że teraz nie byłaby zdolna do takiego wysiłku umysłowego.
- Niall, kupujesz Stockholm? - zapytał niecierpliwie Liam, gdyż Niall już od kilku minut wpatrywał się w pole, zastanawiając co zrobić.
- Zostaw Stockholm, kup Peru, Peru jest super - wtrąciła szatynka, a wszyscy automatycznie skierowali na nią wzrok.
       Niall uśmiechnął się pod nosem, rezygnując z zakupu stolicy Szwecji.
- Co ona ma z tym Peru? - zapytała Martha.
- To chyba ty powinnaś wiedzieć - odparł Liam, wzruszając ramionami.
- Ja tu nadal jestem! - oburzyła się szatynka.
- Gdzie położyłeś termometr? - wtrącił Horan.
- Przecież stoi obok ciebie - wytłumaczyła Annie, przymykając powieki. Głowa bolała ją niemiłosiernie.
- Okay, nie potrzebujemy termometru. Liam, chodźmy zaparzyć Gripex.
       Kiedy jednak wrócili z gorącym napojem, dziewczyna znów spała, a oni nie mieli sumienia jej budzić.
- Może obejrzymy jakiś film? - zaproponował Payne, siadając na kocu, obok Nialla.
- A Annie?
- Annie śpi i się tak prędko nie obudzi. Zresztą możemy zostawić jej kartkę, że jesteśmy w salonie - odparł blondyn, wywracając oczami
- Chyba żartujesz - oburzył się blondyn. - Idźcie sami, ja z nią zostanę.
       Liam i Martha spojrzeli na siebie, uśmiechając się i wyszli. Dopiero za drzwiami wybuchnęli śmiechem, po czym nawzajem zaczęli się uciszać.
- To co oglądamy? - zapytał Liam, przeglądając płyty, jakie zgodził się użyczyć mu ojciec.
- Wow, nie wiedziałam, że twój tata lubi takie filmy - powiedziała, sięgając "Walentynki".
- Powiedziałem mu, że mam dwie lubiące ryczeć przyjaciółki, więc wybrał mi takie.
       Martha walnęła go opakowaniem w ramię.
- Ała. Powinnaś iść na jakąś terapię jesteś agresywna.
- Co powiesz na "Szkołę Uczuć"? - zaproponowała, wyjmując płytę.
- Niech ci będzie. Skoczysz po coś do jedzenia? Ja to uruchomię. - Wskazał na odtwarzacz DVD.
- Zamierzasz jeść, oglądając "Szkołę Uczuć? - zapytała z niedowierzaniem.
- Tak, takie właśnie mam plany.
     Dziewczyna zmierzyła go wzrokiem, ale posłusznie poszła do kuchni, gdzie zgromadzili wszystkie zapasy. Liam w tym czasie podszedł do telewizora. Zmieniając ustawienia, nawet nie zorientował się, że blondynka wróciła i niechcący oberwała od niego łokciem w głowę.
- Ała!
- Przepraszam! - powiedział zaskoczony jej obecnością. Martha masowała sobie czoło, mierząc go morderczym wzrokiem. - No, już nie boli! - dodał, całując jej czoło.
- To nie działa, nie jesteś moją mamą.
- Ups.

       Liam przeniósł wzrok z ekranu na blondynkę, która cicho płakała, wpatrując się w Landona wyznającego Jamie miłość.
- Marthy, daj spokój, ona jeszcze nawet nie umarła - zażartował, mając nadzieję, że tym jakoś ją rozweseli.
- Głupi jesteś! - wytknęła mu, waląc go poduszką.
- Przecież to tylko film! Ta aktorka jeszcze żyje...
- Boże, Liam... - wzniosła do góry oczy.
       Przez jego uwagę na moment zapomniała o chorobie głównej bohaterki i uśmiechnęła się pod nosem Kiedy jednak ponownie skupiła się na filmie, niewiele czasu zajęło jej, by ponownie zaczęła płakać. Blondyn, nie wiedząc już co powinien zrobić, lekko objął ją ramieniem, przy czym nie spuszczał wzroku z filmu, którym zresztą wcale nie był zainteresowany. Serce biło mu jak oszalałe, w obawie, że dziewczyna go odtrąci, lecz kiedy tego nie zrobiła, puls Liama nadal nie wrócił do normy. Siedział jak sparaliżowany, kiedy Martha pod koniec filmu ponownie wybuchnęła głośnym szlochem i zrobiła sobie z jego swetra chusteczkę. Poza tym zawsze, kiedy płakała, a on próbował jakoś ją pocieszać, zaciskała na jego ciuchach ręce, jakby to miało ukoić jej ból. Liamowi za to, zawsze wtedy pękało serce, bo nie umiał jej pomóc. Przytulał ją jedynie tak mocno, jak ona ściskała jego.
- Już lepiej? - zapytał, zerkając na wtuloną w jego klatkę piersiową blondynkę, która zaczynała się uspokajać. W odpowiedzi kiwnęła głową, a Liam delikatnie otarł z jej policzków łzy. - I tak nie rozumiem czemu płakałaś - westchnął. - To tylko film.
        Zwykły przypadek sprawił, że Liam spojrzał na wiszący w salonie zegar i zorientował się, że do północy pozostało naprawdę niewiele.
- O cholera! Marthy, za pięć dwunasta! - zawołał.
- O szlag! - odparła, sprawdzając w komórce czas.
        Oboje, jak na zawołanie, wstali z kanapy, na której siedzieli przez cały seans i ruszyli w stronę korytarza.
- Liam! - zawołała z paniką Martha, kiedy potknęła się o rozłożone na podłodze materace, na których mieli tej nocy spać chłopcy. Już pożegnała się z nadzieją, że blondyn uchroni ją przed upadkiem, lecz w ostatniej chwili, zdążył ją złapać.
- Rany, Marthy, jak tak dalej pójdzie, nie dożyjesz przyszłego roku - stwierdził, pomagając jej wstać.
- Co ja poradzę. Dzięki, Liam.
         Udali się do kuchni po Piccolo i ruszyli na górę.
- A szampan? - zapytała blondynka, wchodząc na górę.
- Ja jestem samochodem, ty nie pijesz, Annie jest pod wpływem gorączki, więc jej też wystarczy, a Niall sam pił nie będzie.
        Weszli do pokoju, gdzie zastali wymieniającą się czułościami parę.
- Och, chyba przeszkadzamy, Liam! - zawołała głośno Martha, szeroko się uśmiechając.
       Annie i Niall niechętnie się od siebie oderwali, lecz blondyn nadal przytulał dziewczynę ramieniem.
- Piccolo? Serio? - zapytał z niedowierzaniem, spoglądając na trzymaną przez przyjaciela butelkę.
- Nie chcemy, żebyś znów zalał Annie - wytłumaczyła Martha, po czym przybiła sobie z Liamem piątkę.
- Wiecie, że jest za trzy dwunasta? - wtrącił blondyn, zerkając na butelkę.
        Rozlali napój do czterech kieliszków, po czym cierpliwie czekali, aż upłyną ostatnie minuty bieżącego roku. Wspólnie odliczyli ostatnie dziesięć sekund, po czym grupowo się uścisnęli. Cała Anglia świętowała nadejście nowego roku. Na całym świecie ludzie bawili się na różnych imprezach. Tymczasem czwórka przyjaciół przytulała się, będąc przekonana, że spędzają najlepszego sylwestra na ziemi i nikt nie mógł im wmówić, że jest inaczej. Mieli siebie i to było najważniejsze. Żaden szampan, fajerwerki, głośna muzyka, ani obcy ludzie nie byli im potrzebni tak długo, jak byli razem.
- Niall! - skarcił przyjaciela, blondyn, odsuwając się wraz z Marthą, kiedy pozostała dwójka zaczęła się całować. - Zaczynam żałować, że ci pomagałem.
- Przepraszam, musiałem!
- Mogłeś nas uprzedzić, idioto. Jeszcze byś pomylił Annie z mną i byłaby tragedia.
- Bez obaw! Nie pomyliłbym mojej dziewczyny z takim brzydalem.
      Liam wywrócił oczami, już miał coś odpowiedzieć, kiedy rozdzwonił się jego telefon.
- Słucham.
- Danny, głośniej... - powiedział niewyraźnie Harry.
- Co?
- Daj na głośnik! - powtórzył trochę bardziej zrozumiale.
      Blondyn wykonał polecenie przyjaciela, który był teraz zapewne nieźle narąbany. Wraz z Louisem i Zaynem udali się do jakiegoś klubu, mieszczącego się w sąsiednim mieście. Nie przypadł im pomysł domówki u Horanów, co w sumie nikogo specjalnie nie smuciło. Niall i Martha zaprosili ich do siebie bardziej z uprzejmości, niż z pragnienia by z nimi byli.
- Szczęśliwego nowego roku! - wydarli się do telefonu całą trójką.
- Wam też! - odparła Martha, a kiedy pozostali również odmruknęli coś w odpowiedzi, Liam się rozłączył, gdyż dogadanie się z pijanymi przyjaciółmi, było rzeczą niewykonalną.

         Martha i Liam wracali z parku, w którym odbył się pokaz sztucznych ogni. Nie mieli ochoty tam iść, ale Niall wręcz wygonił ich z domu.
- Myślisz, że tak już zawsze będzie? - zapytała ze smutkiem Martha.
- Jak?
- Że będziemy podzieleni. Martha i Liam, Annie i Niall. Ja rozumiem, że są zakochani, ale my im już nie jesteśmy potrzebni?
- Marthy - zaczął z uśmiechem blondyn, delikatnie obejmując ją ramieniem. - Są razem od paru dni, chcą się sobą nacieszyć, za kilka tygodni im minie.
- Oni za sobą latali przez ostatni rok! Tak szybko im nie minie! - stwierdziła załamana Martha.
- Mam na myśli, że nie będą musieli się wymieniać śliną co najmniej raz na minutę. Zresztą wcale nie było tak strasznie. Gdyby Annie nie była chora, pewnie robilibyśmy wszystko razem. A ten pocałunek... to dla mnie normalne. Też pewnie bym tak zrobił na jego miejscu. Zobaczysz, jak skończy im się ta euforia, wszystko wróci do normy.
- Tak myślisz?
- Jestem pewien. A co, tak źle ci w moim towarzystwie? - zapytał, spoglądając na nią z uśmiechem.
- Nie, ale nie chce, żeby wszystko się posypało. - Spuściła głowę.
- Marthy. - Liam zatrzymał się i odwrócił dziewczynę w swoją stronę. - Nic się nie posypie - zapewnił ją, patrząc jej prosto w oczy, a Martha, z nieznanych sobie powodów, uwierzyła mu. Mocno ją przytulił. - Po prostu cieszmy się ich szczęściem, co? A jak będzie trzeba się martwić, to będziemy się martwić.

        Payne puścił w drzwiach Marthę i weszli do domu, w którym panowała całkowita cisza.
- Masz jeszcze ten Gripex? Chyba mnie też coś wzięło. - Blondynka zdjęła z siebie kurtkę, czapkę i szalik, po czym złapała się za głowę, która była dziwnie ciepła, zważając na to, że dopiero co wrócili z dworu.
- No, chyba cię wzięło - potwierdził z westchnięciem Liam.
        Wstawił wodę w czajniku i oboje weszli na górę. Blondyn nie był jeszcze śpiący, ale zważając na wykończoną Marthy, doszedł do wniosku, że pora iść do łóżek. Kiedy jednak otworzyli drzwi, okazało się, że Annie i Niall śpią sobie w najlepsze.
- No, to ładnie mnie załatwili - mruknął Liam. Wyglądało na to, że jako jedyny miał spędzić tę noc w salonie.
        Martha się zaśmiała, po czym weszła na swoje łóżko, skąd sięgnęła piżamę. Poszła się przebrać, podczas gdy jej przyjaciel zaparzył jej lek. Mimo, że nie czuła się najlepiej udała się z powrotem do salonu. Nie chciała tak prędko iść spać.
- Zimno mi - poskarżyła się, kiedy siedziała na kanapie, trzymając w dłoniach kubek z Prosiaczkiem. Liam w tym czasie kombinował coś z materacami, aż w końcu z dwóch, zrobił jeden.
        Uśmiechnął się do blondynki, po czym przetransportował ją na prowizoryczne łóżko i przykrył kołdrą. Sam położył się obok, podpierając na łokciu.
- Nie dam się zbałamucić, jak Annie Niallowi. Nie będę z tobą spała - poinformowała, ale nie ruszyła się z miejsca.
- Jesteś okropna. Ja dbam, żebyś się nie rozchorowała jeszcze bardziej na tym zimnie, a ty mnie o takie rzeczy oskarżasz.
- Jasne.
         Martha dopiła do końca napój, ale nadal nie ruszyła się z miejsca. Nie miała najmniejszej ochoty wychodzić spod ciepłej kołdry i zostawiać Liama samego. Wiedziała, że w końcu będzie musiała to zrobić, ale grała na czas. Rozmawiali do trzeciej w nocy, aż w ich rozmowie pomiędzy zdaniami robiły się coraz większe przerwy.
- Jakie jest twoje życzenie na nowy rok? - zapytała, nie mając nawet siły podnieść powiek. Leżała wtulona w Liama, co zresztą chłopak sam jej zaproponował, kiedy narzekała, że jest jej zimno. Wiedziała, że zaraz zaśnie, ale nie miała najmniejszego zamiaru stamtąd iść.
- Nie wiem - odparł cicho, przyglądając się jej twarzy. Pomyślał sobie jednak, że jego jedynym życzeniem na całe życie jest to, by już zawsze było tak jak teraz. By do końca życia zasypiała w jego ramionach tak, jak zrobiła to teraz. Delikatnie odgarnął z czoła Marthy grzywkę i przyłożył do niego rękę, sprawdzając czy ma temperaturę. Nie mógł się oprzeć i pogładził wierzchem dłoni jej policzek.
- Liam - wymamrotała przez sen - jedźmy do Paryża. Uwielbiam Paryż.
       Przez chwilę czuł jak się kręciła, aż przerzuciła sobie nogę przez jego biodro, kładąc policzek na jego piersi, przyprawiając go tym samym o palpitację serca.
- Ty jesteś moim życzeniem na nowy rok - wyszeptał cicho w ciemność.

~*~
Przepraszam, jeżeli są błędy, ale jestem nieogarnięta dziś.
Mam nadzieję, że poprawię Ci tym troszkę humor, nie potrzebujesz okularów do spania z Liamem ♥
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! ♥♥♥♥

52 komentarze:

  1. Choćbym nie wiem ile razy to czytała, na koniec i tak nie pamiętam nic poza ostatnią sceną. Zaraz zaczną mi soczewki wypływać z oczu. LIAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAM, bądź moją walentynką, moim życiem, moim rokiem, moim tomem książek życia, moim grzejnikiem, moim termometrem, moim kocem i moim policzkiem. liam

    OdpowiedzUsuń
  2. Calgon - najlepszy sposób na zakończenie starego i rozpoczęcie nowego :') oby 2015 był tak piękny jak Calgon.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaczyna się, Hefalumpy, Liam się na mnie gapi. AWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW! Za każdym razem śmieję się tak samo ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,- Nie! - ryknęła, przerażona tym, że chłopak miałby zobaczyć jej rozmowy z szatynką. Annie mogła wytłumaczyć się gorączką. Annie. Ale nie Martha.''
    a w smsach: Liam się dziś ładnie ubrał, włosy Liama są dziś idealne, Liam chyba na mnie patrzy, Liam przyszedł, wiesz?, Liam jest głupi, Liam siedzi z Niallem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Sam fakt, że Liam ma mój telefon pod brzuchem wywołuje u mnie dziwne uczucia, a jak sobie wyobrażę, że wkładam rękę pod jego brzuch, żeby go wyciągnąć.... UHM.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niall, dlaczego musiałeś wrócić akurat teraz, głupi pajacu?

    OdpowiedzUsuń
  7. Liaś leżący na brzuchu wkłada sobie mój telefon ''w spodnie''. nie ''do kieszeni'', tylko ''w spodnie''..................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................

    OdpowiedzUsuń
  8. ,,- Marc ją do siebie zaprosił'' LIAM MOIM MISTRZEM FOREVER, buahahahahahahahhahahahahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale czy ja wiem, czy byłabym taka łaskawa wobec nialla...

      Usuń
  9. ,,- Bo, jak pobiegnie, to będzie nawet szybciej - wyszczerzył do niej zęby i zeszli na dół, gdzie czekał na nich odziany już w kurtkę Niall.'' ♥
    ale Niall jest naprawdę uroczy i zdeterminowany, aww

    OdpowiedzUsuń
  10. a gdzie aniall kiss na powitanie?

    OdpowiedzUsuń
  11. Uznałabym Nialla za mistrza dyplomacji, ale za bardzo zgadzam się z tym zdaniem: ,,W końcu jej mama miała go dosyć i zgodziła się dla świętego spokoju.''. Ale w nasz rozsądek to ja bym na miejscu pani Evy raczej nie wierzyła....
    + tekst z błogosławieństwem: awwwwww!

    OdpowiedzUsuń
  12. ,,- Liaś, kochanie, kocham cię, włącz mi Patricka - powiedziała przymilnym tonem.
    Blondyn uśmiechnął się pod nosem i prawą ręką przełączył stację, podczas, gdy w lewej nadal trzymał jej dłoń. Sam nie wiedział, jak się na to zdobył. Może otaczający go mrok dodał mu odwagi, a może to jej słowa tak na niego podziałały? Z głośników samochodu wydobywał się głos Patricka Swayze, a Liam delikatnie trzymał rękę przyjaciółki tak, by mogła ze swobodą wydostać ją z uścisku, gdyby tylko chciała.
    - Marthy... - zaczął z mocno bijącym sercem, kiedy skończyła się piosenka.
    - Tak? - odparła nieśmiało, odwracając zarumienioną twarz w jego stronę.
    - Słuchaj... - zamilkł, kiedy zorientował się, że Niall otwiera drzwi. Puścił rękę dziewczyny i chwycił za kierownicę.''
    To mogło być takie piękne. I to przy Swayze, TY CHOLERNY NIALLU HORANIE I HATE YOU
    ale trzymanie ręki Liama. matko. życie. niebo. kocham.

    OdpowiedzUsuń
  13. MIAM MIAM MIAM MIAM MIAM MIAM

    OdpowiedzUsuń
  14. ,,- Liam, a może pojechalibyście z Marthy po Gripex dla Annie, co? A my już poszlibyśmy do domu, po co ma marznąć?'' teraz próbuje odkupić winy, Judasz jeden

    OdpowiedzUsuń
  15. ,,Może kupił pani Evie płytę z koncertem tego jej ulubionego zespołu i puścił, a ona zapomniała, że ma córkę?''
    GWIAZDA W GÓRZE LŚNI >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PIERWSZYM MYM ŻYCZENIEM JESTEŚ TYYYYYYYYYY!
      ja mówiłam, że Zenek to Liam za 20 lat #js

      Usuń
  16. ,,Przybliżył twarz do Marthy, uważnie wpatrując się w jej zielone oczy. Uniósł brwi do góry, czekając na odpowiedź.'' mdlej! całuj! mdlej! całuj!

    OdpowiedzUsuń
  17. w Calgonie moja zmarzłość przynosi same dobre rzeczy, czemu tak nie może być

    OdpowiedzUsuń
  18. gdyby martha i liam nie byli marthą i liamem, nadal bym ich shippowała, bo są perfekcyjnymi marthą i liamem

    OdpowiedzUsuń
  19. czy mogę umrzeć w ramionach niosącego mnie liama? ach

    OdpowiedzUsuń
  20. miłość marthy do żelek to ja sprzed choroby ♥ >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

    OdpowiedzUsuń
  21. ,, Dziewczyna drgnęła, kiedy kobieta dotknęła jej kostki.
    - Boli cię? - zapytała, spoglądając na nią znad okularów.
    - Nie, ma pani strasznie zimne ręce - przyznała się ze wstydem.''
    BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA, TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK! ♥

    OdpowiedzUsuń
  22. liam to mój anioł stróż :')

    OdpowiedzUsuń
  23. Wnioskuję, że ja na plecach Liama to już taka tradycja ♥

    OdpowiedzUsuń
  24. ,,- Liam, naprawdę, już mnie nie boli, mogę iść sama...
    - Nie, ale Marthy, naprawdę musiałaś mnie tak straszyć? Niall by mnie zabił, jakbym przywiózł cię ze zwichniętą nogą, czy coś... a twoi rodzice już nigdy nie wpuściliby mnie do domu!
    - Tak, to chyba raczej ja zginęłabym od wzroku twojej mamy, jakbyś wylądował w szpitalu. Zrobiłeś się tak blady, że myślałam, że mi tam zaraz padniesz.
    - To z zimna - bronił się, przyspieszając kroku.
    - Tak sobie wmawiaj.
    - Jesteś czasem nie do wytrzymania - mruknął, po czym usadowił Marthy w samochodzie. Sam zajął miejsce kierowcy i pojechali do domu.''
    idealni. perfekcyjni. kochani. uroczy. awwwwww :')

    OdpowiedzUsuń
  25. Też bym nie powiedziała o super-upadku, ale że nawet nie kulałam? lol

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak miałaś kuleć, jak Cię Payno wszędzie nosił?

      Usuń
  26. Jak tylko wracamy do naszego pokoju... Czy my tam nie mamy dywanu? :o

    OdpowiedzUsuń
  27. Ale wiesz co? Ja się nie dziwię, że Zayn, Lou i Hazz nie chcieli do nas przyjść na sylwestra. Jak nie chińczyk, to monopoly, jesteśmy nudni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a teraz z perspektywy martowej: kocham planszówki od tego sylwestra jeszcze bardziej ♥

      Usuń
  28. Stockholm i Peru ♥ #aniall #iloveit

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy Liam odpowiadał za oprawę czajnikową?

    OdpowiedzUsuń
  30. Jak tak dalej pójdzie, to pod zakładką ,,Calgonowe piosenki'' powstanie kolejna - ,,Calgonowe filmy''. AWWWWW :')

    OdpowiedzUsuń
  31. Niall oberwał od Annie szalikiem, Martha od Liama łokciem. Klątwa Horanów.
    Z całym szacunkiem, ale jakby Liam mnie pocałował w czoło... *_______________________________*

    OdpowiedzUsuń
  32. Liam - typowy facet.
    Martha - no okay, ja nigdy tak nie ryczę. Osiągnięcie poziomu ''mam łzy w oczach'' lub ''łzy spływają sobie samowiednie'' to dla filmu sześć gwiazdek na pięć w moim przypadku. Ale wybaczam, bo Miam ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  33. Liam-Bohater nawet przed Calgonem :')

    OdpowiedzUsuń
  34. ej, ale jak Wy się tam mizialiście na górze, a Annie jest chora... epidemia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tyle Gripexu = musiałam wyzdrowieć :P

      Usuń
  35. Liam, czemu mnie nie pocałowałeś o dwunastej

    OdpowiedzUsuń
  36. ,,Danny, głośniej'' hahahahhahahahha

    OdpowiedzUsuń
  37. Marhta brzmi niemal indyjsko, bollywood się kłania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................

      Usuń
  38. ,,A jak będzie trzeba się martwić, to będziemy się martwić.'' :')

    OdpowiedzUsuń
  39. czemu nie mogę dodać komentarza?

    OdpowiedzUsuń
  40. - Jakie jest twoje życzenie na nowy rok? - zapytała, nie mając nawet siły podnieść powiek. Leżała wtulona w Liama, co zresztą chłopak sam jej zaproponował, kiedy narzekała, że jest jej zimno. Wiedziała, że zaraz zaśnie, ale nie miała najmniejszego zamiaru stamtąd iść.
    - Nie wiem - odparł cicho, przyglądając się jej twarzy. Pomyślał sobie jednak, że jego jedynym życzeniem na całe życie jest to, by już zawsze było tak jak teraz. By do końca życia zasypiała w jego ramionach tak, jak zrobiła to teraz. Delikatnie odgarnął z czoła Marthy grzywkę i przyłożył do niego rękę, sprawdzając czy ma temperaturę. Nie mógł się oprzeć i pogładził wierzchem dłoni jej policzek.
    - Liam - wymamrotała przez sen - jedźmy do Paryża. Uwielbiam Paryż.
    Przez chwilę czuł jak się kręciła, aż przerzuciła sobie nogę przez jego biodro, kładąc policzek na jego piersi, przyprawiając go tym samym o palpitację serca.
    - Ty jesteś moim życzeniem na nowy rok - wyszeptał cicho w ciemność.'' ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥#thesearmsaremadeforholdingme ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  41. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

      Usuń